Odwróciła się i spojrzała na swój dom, na swoje więzienie, i westchnęła. Znów to samo... Cały czas to samo. Znowu ją wykorzystują, traktują jak śmiecia, a przecież jest człowiekiem.. No może niezupełnie, ale czy to znaczy że jest gorsza? Że można ją poniżać, zmuszać do wykańczającej pracy, bić, truć? Nienawidziła tego domu, tego pięknego pałacu, w którym traktowano ją jak podczłowieka. Patrzyła w szklane okna na pietrze, i myślała jak to by było móc powybijać te szyby, jakie to uczucie zrobić coś wbrew komuś.
Nie znała swoich rodziców, nie wiedziała kim są i kim byli, nie miała pojęcia czy żyją, ale nie obchodziło jej to. Gdyby mogła, pozabijałaby ich gołymi rękami za to co jej zrobili. Oddali ją w to piekło, byli winni jej wszystkich ran, całego bólu który znosiła przez całe siedemnaście lat swojego nędznego życia. Eleonora, pani domu, była jej przyszywaną "matką". Co prawda nigdy się tak nie zachowywała, ale jednak na Akcie Przyrodzenia była wpisana w rubryczkę: matka.
Eleonora Casstante... Znienawidzona kobieta, najgorsza wiedźma w całych czterech Królestwach. Nie dała jej nawet swojego nazwiska, nie potrafiła zaakceptować jej jako swojej córki, przyszywanej, ale córki, co to to nie. Dla niej była śmieciem, ba, czymś gorszym od śmiecia. Przez całe szesnaście lat starała się wyperswadować jej to, iż jest człowiekiem. Prawie jej się to udało, prawie.. Gdyby nie Nieznajomy, który śni jej się co noc od jakiegoś czasu, który namawia ją by czerpała moc ze swojej nienawiści do tej kobiety, teraz byłaby jedynie pustą skorupą, wypraną z uczuć, nie czującą nic oprócz tego cholernego bólu, powodowanego przez Obrączkę Posłuszeństwa, którą nosiła na małym palcu prawej ręki. Chciała sobie wyobrazić, jak to jest żyć bez ciągłego bólu, ale nie potrafiła. Marzyła o tym, by choć na dzień oderwać się od tego. Zazdrościła plebsowi, och jak bardzo im zazdrościła! Co prawda nie posiadali żadnych umiejętności, ale mogli żyć jak chcą. Byli wolni! Mogli wychodzić i wracać kiedy chcieli, nie martwiąc się tym, że po powrocie czekał na nich bat, mogli spotykać się z kim chcieli, bez obaw że następnego dnia nie dostaną nic do jedzenia.
Po jej policzku spłynęła samotna łza. Nie! Nie będzie płakała, nie rozklei się. Starczy już łez, już nie uroni ani jednej, nie ważne jaki ból będzie musiała znieść, nie okaże słabości - o to prosił ją Nieznajomy. Cofnęła się krok w tył, ponownie odwróciła, tylko że tym razem w stronę ścieżki prowadzącej do miasteczka.
Kiedy jej oczom o kolorze fiołków ukazało się miasto, a właściwie wioska, spuściła głowę i modliła się by dziś nikt jej nie poznał. Zaczęłyby się pytania o to co się stało, dlaczego ma siniaki na twarzy i kto to zrobił, chociaż przynajmniej połowa mieszkańców wiedziała skąd one są. Zdawali sobie sprawę, że odpowiedzialna za to jest Pani Casstante, jak kazała się do siebie zwracać. Choć wiedzieli, nie uczynili nic, by to ustało, bo i co mógł zrobić zwykły plebs? Starając się trzymać bocznych odnóg, dotarła do celu. Sklep Demonara Vinnitiego.
Demonar był wysokim mężczyzną po czterdziestce i nigdy nie pozwolił jej skrzywdzić gdy była w wiosce. Zawsze stawał w jej obronie, w jego domu, który ze względów bezpieczeństwa znajdował się nad sklepem, zawsze mogła liczyć na coś gorącego do wypicia, czy też lekką przekąskę. Nie mógł jej wiele dać, ponieważ sam niewiele miał, a to co udało mu się zarobić, oddawał Meeoromanką na głodujące dzieci. Nie miała mu tego za złe, kiedyś sama dostała od nich kromkę chleba, kiedy to Eleonora głodziła ją przez cztery dni, dając do wypicia jedynie kubek lodowatej "wody". Woda jest tu słowem względnym, ponieważ to były pomyje które kucharka zwykle wylewała pod płot. Wtedy czołgając się dotarła na skraj wioski, gdzie znalazła ją jedna z Członkiń Klanu. Zaniosła ją na rękach do ich siedziby, gdzie opatrzyły jej rany, nakarmiły ją i dały pić.
Weszła do sklepu, by dokonać tej upokarzającej transakcji.
- Witaj Demonarze - rzekła ze smutnym uśmiechem.
- Witam Cię, Lady - Demonar wykonał dworski ukłon, uznając ją tym samym za swoją Panią.
- Demonarze, ileż razy muszę Ci powtarzać? Jestem służącą, nic nie wartym śmieciem, nie kłaniaj mi się, proszę.
- Ależ moja kochana, ileż to razy ja muszę powtarzać Tobie, iż nie jesteś żadnym śmieciem, a śliczną młodą dziewczyną? Cóż Cię sprowadza w moje skromne progi, miła ma?
- Wiesz... Eleonora znów chcę niewolników dla przyjemności. Tym razem płci przeciwnej. - w jej oczach pojawiły się łzy. Nienawidziła za to swojej przyszywanej matki jeszcze bardziej. Sprowadzała na dwór niewolników dla przyjemności, ku uciesze tych suk z jej Sabatu. Pieprzone czarownice i ich zachcianki. Myślały że są lepsze, że mogą więcej. Kiedyś im się za to odpłaci.
Aysslin doskonale znała los tych niewolników. Jeśli któryś znudził się członkiniom, kazały go zabić, i jeśli któryś z nich miał szczęście, była odprawiana szybka egzekucja - jeśli nie, był poddawany torturom, póki nie wyzionął ducha z bólu. Taki był ich los, a Eleonora, ta bezduszna córka kurwiącej się dziwki, to właśnie jej kazała sprowadzać tych nieszczęśników, doskonale wiedząc jakim to dla niej będzie ciosem.
- Aysslin, złotko, proszę Cię, nie płacz - podszedł do niej i kciukiem otarł policzki. - Musisz być wytrzymała, maleńka. Wiem, że to dla Ciebie trudne, ale musisz to wytrzymać. Jeśli nie dla siebie, to dla mnie. Wiesz przecież, że jesteś dla mnie jak córka, której nigdy nie miałem. Co ja pocznę bez mojej kochanej córeczki?
Popatrzyła na niego przez chwile, po czym padła mu w ramiona, a on przygarnął ją do piersi i pozwolił moczyć łzami swoją lnianą białą koszulę.
- Musisz wracać. Nie możesz się narażać na jej gniew. Obiecaj mi to! Obiecaj, że nigdy więcej świadomie nie pozwolisz by Cię uderzyła. Postaw się jej! Pokaż, że Ty też potrafisz walczyć. Idź już. Dostarczę tych Niewolników za dwa dni. Powiedz jej, że z powodu zamieszek cena będzie podwójna. - Pocałował ją w czoło i popchnął w kierunku drzwi. - Wpadaj do mnie czasami, córeczko - uśmiechnął się czule i odwrócił w stronę lady.
Otworzyła drzwi i wypadła na dwór. Jeśli znów się spóźni, Pani nabije ja na pal i każe biegać wokół niego. Usłyszała dziewczęcy wrzask. Puściła się pędem w stronę dróżki, choć mięśnie nóg rwały i paliły ją żywym ogniem. Skręciła za wysokim drzewem w lewo i zamarła. Troje mężczyzn pochylało się nad wpółnagą dziewczyną, która na oko była młodsza od niej. Jej umysł zalała przerażająca jasność. Wspomnienia zaczęły napływać gwałtownie, raniąc umysł dziewczyny raz za razem. Podeszła do niech bezszelestnie.
- Zostawcie ją - powiedziała cicho. Była stanowczo zbyt spokojna, stała ze spuszczoną głową - Zostawcie ją, albo was pozabijam - warknęła.
Podniosła wzrok, a kiedy napastnicy spojrzeli w jej oczy, zaczęli wrzeszczeć jak opętani. Wycofywali się tyłem, wiedząc, że groźba zabójstwa w ustach Wojowniczki nie była groźbą wypowiedzianą bezpodstawnie. Znali ją doskonale. Któż nie znał tej, która uratowała troje dzieci z płonącego i walącego się budynku? Ich błąd polegał na tym, że nie poznali jej na czas, a teraz znaleźli się w makabrycznym niebezpieczeństwie. Pobiegli przed siebie, każdy w swoją stronę, a Aysslin odetchnęła z ulgą. Powoli podeszła do dziewczyny, mając już normalny wzrok. Podała jej rękę, pomogła wstać.
- Co ty tu robiłaś? Co Cię opętało, by wychodzić z domu o zmierzchu? - warknęła na dziewczynę - Co by było gdybym akurat była zbyt daleko by usłyszeć twój wrzask? Wracaj do domu i nigdy więcej nie wychodź na dwór o tej porze, rozumiesz? Nigdy!
Pchnęła dziewczynę w stronę malutkiego ryneczku, mając nadzieję że znajdzie się szybko w bezpiecznym schronieniu. Spojrzała w niebo i głośno westchnęła.
~ Znów będę musiała liczyć swoje razy ~ pomyślała.
Skoro i tak była skazana na karę, poszła spokojnym krokiem ku swojemu więzieniu. Nie śpieszyła się, bo i po co? Zatopiona we własnych myślach nie zauważyła kiedy doszła do bramy oddzielającej Dwór od ścieżki do miasta. Złapała za uchwyt furtki i spojrzała na nią zaskoczona. Czyżby nie zamknęła jej dobrze? Nie, to nie było możliwe. Wślizgnęła się na teren posiadłości i ostrożnie zaczęła się skradać w kierunku drzwi dla służby, znajdujących się na tyłach domu. Nie wolno jej było wchodzić frontowymi drzwiami. Przez przypadek zahaczyła swoją tuniką o Greanndę, roślinę która miała okrutnie twarde i ostre kolce. To właśnie z tej rośliny robiono rózgi, którymi Pani karała służbę. Oczywiście dla niej był przygotowany specjalny bat z metalowymi nitkami, który rozdzierał skórę do mięśni. Syknęła o spojrzała na prawe przedramię. Pięknie! Jeszcze teraz będzie się musiała tłumaczyć dlaczego zniszczyła tunikę.
~ Niech Ciemność ma mnie w opiece ~ jęknęła do siebie w myślach.
W porę dostrzegła skrawek białej tkaniny zawieszonej nad drzwiami. Dzięki Bogu!
Jeśli któraś z służących wywiesiła białą ostrzegajkę, jak nazwały ją dziewczęta ze służby, znaczyło to tyle, że ma gościa i trzeba skorzystać z sekretnych drzwi pod ziemią, o których Pani nie miała zielonego pojęcia.
Natomiast jeśli na Greannderzę zawisła czerwona ostrzegajka trzeba było mieć się na baczności, ponieważ Eleonora była w zabójczym nastroju. Wtedy trzeba było chodzić na palcach i unikać jej jak ognia, jeśli nie chciało się dostać razów za nic. Cofnęła się i nacisnęła stopą w miejsce gdzie była zapadnia. Klapa podniosła się ukazując schody które prowadziły w dół. Aysslin na paluszkach, by nikt jej nie usłyszał, zeszła dwa stopnie w dół, wyciągnęła rękę i zamknęła przejście. Złapała pochodnie, podpaliła ją krzesiwem, które było pod trzecim stopniem schodów i zbiegła na dół.
Szła długim korytarzem uważnie nasłuchując. Na dworze panowała cisza, co znaczyło że albo się pozabijali, albo Pani miała ważnego gościa. Pierwsza opcja raczej nie wchodziła w rachubę, więc zaczęła się zastanawiać kogóż to Matka mogła przyjmować o tej porze. Podeszła do drzwi, które prowadziły na pokoje służących i mocnym szarpnięciem otworzyła je, po czym weszła do domu.
Witamy w piekle!
Mam nadzieję, że Wam się spodoba, proszę o wyrozumiałość, ponieważ jest to mój pierwszy post, jeszcze się rozkręcę - obiecuję! Stało się to czego się obawiałam, brak weny już na samym początku. Rozdział troszkę wymuszony, mało opisów, ogólnie wydaję mi się taki nieogarnięty. Postaram się nadrobić to w następnym poście. Tymczasem czekam na Wasze opinie i życzę miłego oraz spokojnego weekendu! :)